23 kwietnia
niedziela
Jerzego, Wojciecha
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Chrześcijańska wizja śmierci

Ocena: 0
315

Przeżywając misteria Wielkiego Tygodnia i samej Wielkanocy nieuchronnie zaczynamy myśleć o śmierci. To dla wielu ludzi nie lada wyzwanie, bowiem współczesny świat robi wszystko, byśmy o tej rzeczywistości zapomnieli. Zakłady pogrzebowe śpieszą z kompleksową ofertą organizacji ostatniej drogi zmarłych nam bliskich, tak że rodzina uczestniczy jedynie w finalnym akcencie, czyli pogrzebie. A nie, jak przed laty, kiedy to domownicy i sąsiedzi czuwali trzy dni przy zmarłym i przygotowywali jego ciało do pogrzebu, myjąc je i odświętnie ubierając. Który z członków rodziny podjąłby się dzisiaj tego zadania?

Ludzie uciekają od śmierci albo ignorują ją do tego stopnia, że często nie chcą nawet myśleć, iż jest ona nieuchronną częścią egzystencji każdego człowieka. Zdarza się, że stroją sobie z niej żarty, traktując ją lekko i niezobowiązująco, jak wszystkie prawdziwie ważne sprawy na tym świecie. Najpoważniej bowiem traktuje się obecnie to, co nie ma w gruncie rzeczy żadnego znaczenia. W Europie Zachodniej śmierć stała się tematem tabu, czymś, czym nie wolno straszyć dzieci, więc organizuje się coraz mniej pogrzebów, a rodziny zmarłych nie odbierają nawet ciał swoich bliskich ze szpitala czy domu opieki. W Niemczech na cmentarzach miejskich wydziela się tak zwane bezimienne groby grupowe, w których chowani są zmarli, którzy nie mają rodziny bądź których rodzina nie życzy sobie zajmowania się ich pochówkiem i następnie grobem. Dania osiągnęła prawdziwe mistrzostwo w odzieraniu śmierci z sacrum, wykorzystując energię z kremacji ciał zmarłych do ogrzewania budynków poprzez podłączanie pieców krematoryjnych do lokalnych sieci grzewczych. Nawet Kościół luterański popiera ten pomysł, widząc w nim dobre pożytkowanie energii.

W Stanach Zjednoczonych natomiast wymyślono pogrzeb w wersji light, tak aby rodzina i znajomi zmarłego mieli z nim jak najmniej styczności. Dlatego w kilku stanach, m.in. w Kalifornii, niektóre domy pogrzebowe mają specjalną przeszkloną kabinę, w której przed pochówkiem wystawiona jest trumna z nieboszczykiem, podczas gdy żałobnicy podjeżdżają do niej samochodem, zatrzymując się na chwilę i, nawet nie wysiadając z samochodu, wpisują się przez otwarte okno auta do księgi kondolencyjnej. Niczym w McDrive. Zresztą Amerykanie już dawno oswoili śmierć, promując jej karykaturę poprzez obchodzenie Halloween czy takie kasowe seriale jak „Sześć stóp pod ziemią” – o zakładzie pogrzebowym i jego pracownikach, odreagowujących zawodową „traumę” w wyuzdaniu życia osobistego.

Szkoda, że Zachód odszedł od chrześcijańskiego przedstawiania misterium śmierci, które zawsze łączy się ze zmartwychwstaniem, wieczną szczęśliwością, do której drogą jest całe nasze ziemskie życie. Wiara w Jezusa Chrystusa ukazuje nam dobitnie, że śmierć nie ma ostatniego słowa, ale jest bramą do lepszego życia. Niestety, nawet niektórzy współcześni zachodni teologowie zaprzeczają prawdzie o Zmartwychwstaniu, bez której nasza wiara byłaby po prostu śmieszna.

Tymczasem są osoby, które opowiadają nie tylko o śmierci klinicznej, ale także dają świadectwo powrotu do życia po tym, jak lekarze stwierdzili ich zgon, wpisując jego datę i godzinę do karty pacjenta. O takim doświadczeniu opowiadał w 2015 roku pastor Lee Stoneking na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Mówił, że przez 45 minut był klinicznie martwy. Po silnym ataku serca, jakiego doznał na lotnisku w Sydney, ustała akcja serca i oddychanie, a po dziesięciu elektrowstrząsach ratownik z karetki wypisał w dokumentach: „Zmarły w drodze do szpitala”. Następnie pastor opowiedział, jak Jezus przywrócił go do życia w karetce, a kolejne badania nie wykazały żadnych śladów przebytego ataku serca. Takich świadectw jest bardzo wiele, także osób wcześniej niewierzących. Oczywiście nie są nam one niezbędne, by wierzyć w Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, ale na pewno pomocne w tym, by śmierć po chrześcijańsku oswoić, bo innej drogi do spotkania z Panem – nie ma. 

 

Idziemy nr 16 (602), 16 kwietnia 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -


SALON DZIENNIKARSKI


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły